Forum Lunatyczne forum Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Aurora vs Nat

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Lunatyczne forum Strona Główna -> Klub Pojedynków
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lu
moderator pomylony



Dołączył: 01 Wrz 2005
Posty: 156
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Trójmiasto

PostWysłany: Wto 11:34, 25 Lip 2006    Temat postu: Aurora vs Nat

Tekst A

Sala Domu Uzdrowień wypełniona była przez jasne, łagodne światło, które drżało delikatnie na wygładzonych krawędziach sprzętów i wypełniało białosrebrnymi jeziorkami wnętrza mis i flakonów. Długie, proste łóżka zaścielone były na biało, tylko gdzieniegdzie ciemniała kędzierzawa głowa chorego. Przy jednym z nich siedział Boromir, książę Gondoru, pochylony nad swoim bratem. Przed dwoma dniami świat zmienił się dla niego nie do poznania - wszystko, co było do tej pory najważniejsze odsunęło się, pozostawiając w centrum jedynie Faramira.
Oczy rannego otworzyły się na dotyk dłoni brata i Faramir uśmiechnął się. Jego spojrzenie było jasne i czyste, zupełnie inne od tego szalonego, zbolałego wzroku, który tak przerażał na początku. Wierzył w życie i zwycięstwo. Od tego spojrzenia Boromir czuł w sobie nową siłę, a nadzieja przestawała być śmiertelnie chorym dziecięciem, czekającym z rezygnacją na swój los.
- Śniłem o tobie - powiedział nagle Faramir słabym jeszcze, schrypniętym głosem.
- Dobrze czy źle? - Mężczyzna aż uśmiechnął się, gdy zdał sobie sprawę, że jego też tak ktoś pytał. Wtedy denerwował się; teraz zdało mu się to rzeczą ważną.
- Dobrze - zaśmiał się lekko chory – że wróciłeś do domu i teraz widzę, że to przecież prawda.
- Nie zostaję długo. Wszystko toczy się do przodu, a moje oddziały muszą potoczyć się na wojnę. - Uśmiechnął się z odrobiną satysfakcji.
- To król was poprowadzi. Odniesiemy zwycięstwo.
- Aragorna kochają żołnierze. - Niemal wpadł bratu w słowo. Zamyślone wejrzenie utkwił w oknie, ale Faramir miał niejasne wrażenie, że tylko udaje, nie chcąc mu spojrzeć w oczy. – Masz rację, to będzie zwycięstwo. Jesteśmy... on jest do tego przeznaczony. Ma w sobie coś z dawnych królów, ale... bez ich błędów i słabości. A raczej - ma umiejętność naprawiania błędów. Słabości nie kryje przed innymi, a my ich i tak nie spostrzegamy. Jego słabości zdają się być mocą. Ja tego nie mam.
Zapadła chwila ciszy, a Faramir przymknął oczy.
- Żal ci, Boromirze? - spytał nareszcie, jakby ciągnąc przerwaną rozmowę. Boromir jednak wyczuł jego zamysł.
- Wciąż pytam, czemu tyle rzeczy musiało się zdarzyć za naszych czasów. Powrót króla był w nie wpleciony i nie mam na to rady. Muszę... przyjąć to z godnością. Bez niego to wszystko inaczej by się skończyło, choć... zakończenia nie znam, ale je przewiduję i mam nadzieję. Zwycięstwo.
Pod koniec jego głos nabrał siły i Boromir znów stał się taki, jakim go zapamiętał brat.
- I tak nie odpowiedziałeś. To nie była odpowiedź - powiedział cicho, patrząc na niego poważnie.
- Tak - odparł szybko i twardo, odwzajemniając spojrzenie. - Tak, ale i tak nic na to nie poradzę, więc nie mam już czego żałować.
Jego brat lekko uniósł się na łokciach i wychylił się z łóżka.
- Chcę ci kogoś pokazać - powiedział cicho po chwili. - To księżniczka Rohanu, Boromirze. Słyszałem o jej męstwie od Uzdrowicieli i widziałem, jak król przebudził ją ze śmiertelnego snu.
- Też to widziałem, byłem tu – potwierdził mężczyzna - ale nie zwróciłem na to większej uwagi. Byłeś ważniejszy. A i słyszałem tylko strzępki opowieści. Nie wątpię jednak w to, co mówisz - na tej sali leżą sami rycerze i ona jedna, kobieta.
- Ona sama jest rycerzem - powiedział z żarem Faramir i popatrzył na brata. - Kocha wojnę, jak ty. Wydaje mi się to nieprawdopodobieństwem - zaśmiał się cicho.
Boromir popatrzył na leżącą kilka łóżek dalej dziewczynę.
- Jest piękna. - Przyznał nareszcie. - Jej lud jest z niej dumny.
- Broniła swego króla przed śmiercią.
- I ja tak postąpię. - Książę potrząsnął głową. - Wiele rzeczy podczas wyprawy poszło nie tak i niemała w tym moja wina. Zamierzam to wynagrodzić. Aragorn jest teraz moim królem, a ja będę posłuszny jego rozkazom.
Westchnął z lekka, a Faramir popatrzył na niego z niedowierzaniem.
- Zmieniłeś się - powiedział cicho. - Straciłeś coś z dumy.
- Nie straciłem - powiedział Boromir z ogniem w oczach. - Ale tłumię ją. Teraz nie przydaje się na tak wiele. O ile więcej jest warta roztropność i posłuszeństwo prostego żołnierza!
- Boli mnie - powiedział Faramir, tak płynnie zmieniając temat, że jego brat nie był pewien, o czym mówi.- Możesz poprosić Uzdrowiciela, żeby przyszedł?
- Zrobię to, wychodząc - powiedział i wstał z łóżka. Popatrzył na rannego z troską. - Gdy wrócę, chcę cię zobaczyć w dobrym zdrowiu. A póki co... do zobaczenia.
Chory skinął głową, uśmiechając się lekko. Patrzył za bratem, aż ten zniknął za otwartymi drzwiami. Wyszedł jak zawsze - nie oglądając się za siebie.
* * *
- Milczysz - powiedział Aragorn, patrząc na nachmurzonego mężczyznę siedzącego w kącie prostego wojskowego namiotu. Książę Imrahil już poszedł wydać rozkazy dla straży i żołnierzy, ale jego kuzyn wciąż nie był przekonany co do decyzji nowego króla.
- Zgadzam się z twoimi planami, Aragornie, prócz jednego. Za dużo ludzi odwołałeś z grodu. Wciąż obawiam się napaści.
- Chcemy odwrócić uwagę Nieprzyjaciela, nie ginąc jednocześnie - powiedział spokojnie Aragorn, siadając naprzeciwko. - To wszystko. Nie zaatakuje Minas Tirith, skupi się na nas.
- Wciąż tylko nadzieje... - Boromir pokręcił głową. - Chcemy przechytrzyć chytrego! Imrahil miał rację - ciężko byłoby powrócić jako zwycięzca, ale do zwyciężonego własnego grodu.
- Wieża wciąż posiada obrońców; nie mniej niż przy pierwszym starciu. Mamy za to nowe oddziały, jak te z Pelagriru. Choć i tak to nie wystarczająca liczba.
- Siedem tysięcy! To szaleństwo.
- Cała wyprawa była ponoć szaleństwem, a przeżyliśmy ją.
- O ile Frodo w ogóle jeszcze żyje - mruknął mężczyzna i zaraz zreflektował się. - Póki co, to my prędzej zginiemy. Na to mogę się zgodzić, Aragornie, ale chcę chronić Minas Tirith do końca. Zostawiłem tam drogich mi ludzi, a także wierny lud. Już niedługo będzie to lud wierny tobie, więc nie wydawaj go na śmierć.
- Nie zrobię tego. - W oczach Aragonka błysnęła iskierka. - Będą bezpieczni, daję ci słowo. Ale jeśli Frodowi nie powiedzie się, nie będzie kogo bronić i gdzie wracać.
Boromir podniósł gwałtownie głowę.
- Co mi nakazujesz na czas bitwy?
- Powierzam ci oddziały Gondorczyków przy prawym skrzydle, obok Imrahila - Aragorn uśmiechnął się lekko. Wstał i zaczął się przechadzać po namiocie. - Obawiam się, że tam trafi najsilniejsze uderzenie.
- Możesz na mnie liczyć - powiedział twardo książę, patrząc na niego uważnie.- Moi ludzie nie przyniosą ci ujmy i ja też nie zamierzam. Jeśli pisane nam jest zwycięstwo, będziesz z nas dumny.
- I tak będę. Jestem niemal pewien, że to nie nam będzie jednak dane oglądać zwycięstwo, podobnie jak Frodowi. Jednak warto dać innym nadzieję na nowy świt.
- Nie nadzieję! - sprzeciwił się Boromir. - Dać im nowy dzień, w naszym imieniu. Oto, co nam się godzi.
Król skinął głową.
- Za to jesteśmy w stanie oddać życie.
Teraz wstał również Boromir. Zdało się, że przez chwilę waha się, ale zaraz to wrażenie znikło i książę pokłonił się Aragornowi.
- Ten dzień pokaże, na ile mieliśmy nadzieję, a ile byliśmy w stanie uczynić.
* * *
Pippin stał pomiędzy żołnierzami Gondoru, unosząc wysoko głowę, by móc spojrzeć w twarz człowieka stojącego nad nim.
- Gdybyście mnie potem szukali - mówił, kręcąc się ze zdenerwowania- będę po stronie oddziałów Dol Amroth. Mam nadzieję, że będzie jakieś „później”! - zaśmiał się nieco nerwowo. - Martwię się o Froda, szczerze mówiąc, obawiam się, że już nie wykona swojego zadania, ale odrobinę bliższa jest mi teraz moja własna skóra. Postaram się ją drogo sprzedać, jeśli to w ogóle możliwe w tej sytuacji!
Wysoki mężczyzna pochylił się nad nim z uśmiechem na twarzy.
- Wydaje mi się, że znam cię na tyle długo, by móc powiedzieć, że w chwilach zdenerwowania czy strachu - za dużo mówisz.
Niziołek zapatrzył się na odległe bramy Mordoru i atramentowe chmury burzowe nad nimi.
- Nie ukrywam, że wciąż nie jestem przyzwyczajony do wielkich wojen. Gdy ma się niecałe cztery stopy wzrostu, orkowie są gigantami. W takich chwilach żałuję, że wpraszałem się na wyprawę.
- Pamiętam twój upór! - Boromir roześmiał się i przyklęknął obok niego. - Taki rzadko się zdarza, doprawdy. Jesteś wiernym przyjacielem.
- Sam nie wiem, co mnie tu jeszcze trzyma! Rozsądek każe mi uciekać; nie nadaję się do wielkich bitew. Niestety czy na szczęście?
- Niestety - Boromir potrząsnął głową.- Jesteś dobrym szermierzem, Peregrinie, walczysz jak wąż - kąsasz z niska i czekasz, aż przeciwnik upadnie!
Pippin wykrzywił się i nic nie powiedział. Od strony siedziby Nieprzyjaciela niebo pociemniało jeszcze bardziej i nadsyłało nad przyszłe pole bitwy ciężkie, nisko idące chmury.
- To czary czy wiatr?
- Czary. Widziałeś kiedy, żeby wiatr przywiewał burzę tuż przed ważną bitwą?
- Nie widziałem żadnej ważnej bitwy, prócz tej w podziemiach Morii.
- Więc ci powiem, że zazwyczaj już pada albo niebo jest od rana zachmurzone, albo jest jasny dzień. To burza magiczna.
- Nie wygląda mi na to, żeby miała przelać się przez bramy.
- Jej widok ma nam przypominać o wielkiej armii w oddali. Nie musi padać - dalekie pomruki i tak wystraszą słabe serca.
Stali tak obaj, strapieni i ponurzy, czekając na jasność błyskawic lub dnia, ale nic się nie działo. Każdy z nich wątpił w sobie tylko znane prawdy i jednocześnie wspierała ich własna obecność - mały, waleczny perian i potężny, uparty człowiek.
- Róg - powiedział nagle Boromir, unosząc czujnie głowę. - Zaraz się zacznie. - Książę skinął na człowieka trzymającego dwa wierzchowce. - Chodź, Peregrinie. Będziesz przedstawicielem swego ludu przed wrotami czarnego Władcy. I widząc konsternację na twarzy hobbita dodał rozbawionym nieco głosem:
-No dalej, podsadzę cię na konia.
* * *
Gdy w kilka dni po koronacji niebo pokryło się ciemnym błękitem na zachodzie, a na wschodzie opadła czarnosrebrna kurtyna nocnego nieba, ulice Białego Miasta wciąż były wypełnione światłami i głosami szczęśliwych ludzi. Boromir siedział w jednym z ogrodów nieopodal Wieży, pogrążony w uśmiechniętym zamyśleniu. Ocknął się na dźwięk czyichś kroków, cichych i mocnych zarazem. Nie musiał nawet unosić głowy by sprawdzić, kto nadchodzi; jednak zrobił to i wstał, by powitać swego króla. Aragorn usiadł i dał mu znak, by również spoczął.
- Co cię tu sprowadza... mój panie?
Mężczyzna potrząsnął głową z uśmiechem.
- Nie chcę być dla ciebie tylko królem, ale też przyjacielem. Nie tytułuj mnie w ten sposób; przynajmniej, gdy jesteśmy sami.
- Nie powiem, dobrze mi to słyszeć.- odetchnął Boromir. Król zaśmiał się lekko.
- Przychodzę z nowiną i po radę.
- Nie uwierzę, że potrzeba ci jakiejś rady, Aragornie. Jeśli zaś takiej chcesz w rzeczywistości, zwróć się do Gandalfa.
- Nie chcesz mi pomóc? - spytał łagodnie Aragorn. - To sprawa dotycząca Minas Tirith.
- Chcę! - powiedział żywo Boromir, lekko pochylając głowę, aby nadać swoim słowom choć odrobinę szacunku, który w rzeczywistości odczuwał. Przez chwilę panowało milczenie, jasne od uśmiechu króla.
- Znalazłem nasienie z drzewa Telperionu na zboczach Mindolluiny.
Namiestnik popatrzył na niego z niedowierzaniem.
- Białe Drzewo!
- Tak! Musiało być zasiane przed laty dawno zmarłą ręką. Zasadzimy je na miejscu obumarłego pnia.
- W istocie wspaniała nowina! Jestem pewien, że wkrótce zakwitnie na cześć nowych czasów... i nowego rodu.
- Mam taką nadzieję - przytaknął Aragorn.- A teraz pytanie: co począć z Białym Drzewem?
Znów zamilkli, pochylając głowy w zamyśleniu.
- Trzeba je uszanować przez wzgląd na lata, gdy trwało na dziedzińcu. Widziałeś jasne zbocza Rath Dinen, Aragornie. Złóżmy je tam na spoczynek.
- Szczerze mówiąc, też o tym myślałem. Miałem nadzieję, że mi to doradzisz.
Boromir nic nie mówił, gdy król powstał i odszedł. Czekał w ogrodzie, aż księżyc rozświetlił niebo swym srebrnym uśmiechem.
* * *
- Już późno, wciąż tu siedzisz. Było widać z okien.
- Bystry masz wzrok. Ale teraz już na pewno nie odejdę.
- Całe miasto płonie ze szczęścia, tylko ja nie. Mam już dość ciągłych uczt i świętowania. To za dużo. I nie mów mi już o nowym świecie i potędze światła, proszę. Czemu się śmiejesz?
- Myślę o tym, jak pięknie będzie wyglądał ten czas w kronikach, kiedyś, po wielu latach.
- Wypłowiałe, tak myślę.
- Słowa źle oddają szczęście, cokolwiek by mówił Faramir. Choć on sam jest szczęśliwy, to widać od razu.
Dobrze mu życzę. Każdy w mieście dobrze mu życzy, wszyscy go kochają.
- Kochają was wszystkich. Zrobiliście dla nas tyle... Opowiedz mi o wyprawie. Wszystko, odkąd wyruszyłeś do Imladris.
- Wszystko, bez omijania? Nie mogę.
- Dlaczego? Postępowałeś źle, byłeś złym człowiekiem przez ten czas? Nie uwierzę w to.
- Nie potrafię ci powiedzieć, bo wiem, że nie będę z tego dumny przed tobą.
- Trzeba było o tym myśleć przedtem. Wiedziałeś, że będę chciała o wszystkim wiedzieć.
- Wtedy myślałem o innych rzeczach. Zdawały się... ważniejsze.
- Nie były?
- Nie. Przynajmniej nie wszystkie. Większość - nie... Zimno ci? Chodź, wejdziemy do środka.
- Nie chcę. Znów cię gdzieś zabiorą, do króla albo niziołków, albo do rozsądzania kłótni... Nie chcę.
- Dałbym ci płaszcz mojej matki, ale Faramir oddał go Eowinie. Nie mam nic więcej do okrycia.
- Nie martw się. Ciepło mi - w sercu.




Tekst B


„A gdyby...”

There's only one song
Left in my mind
Tales of a brave man
Who lived far from here

In my thoughts and in my dreams
They're always in my mind
These songs of hobbits, dwarves and men
And elves
Come close Your eyes
You can see them, too

<Bard’s song, Blind Guardian>

There are signs on the ring
which make me feel so down
there's one to enslave all rings
to find them all in time
and drive them into darkness
forever they'll be bound

<Lord of the rings, Blind Guardian>


...Potworny ból rozrywał jego głowę. Jęknął, próbując skupić myśli... Jednak one nie chciały go słuchać...
- Niezłego stracha nam napędziłeś, panie rycerzyku – znajomy głos odezwał się gdzieś z bliska.
‘Rycerzyk’ zastanowił się, kto na dworze Gondoru śmie go tak nazywać... i przypomniał sobie wszystko.
Otworzył szeroko oczy. Jasne światło dnia oślepiło go, jednak usiadł w pośpiechu.
- Co z Merrym i Pippinem? – z jasności zaczęły wydobywać się postaci.
- Leż spokojnie, Boromirze, rana nie zdążyła się zasklepić – siedzący naprzeciwko Aragorn gryzł nerwowo źdźbło trawy.
- Jaka rana?... – Boromir niepewnie spojrzał na swe ciało. Jego tors był przepasany opatrunkiem, na którym widniała zaschnięta krew.
- Merry zginął śmiercią bohatera. Orkowie niechętnie rozstawali się z...
Boromir podążył wzrokiem w kierunku wskazanym przez elfa. Świeżo ułożone kamienie znaczyły miejsce pochówku pierwszego męczennika Pierścienia w historii Shire’u. Świadomy swego błędu Boromir zacisnął bezsilnie pięści... Pomści go, pomści tego niewinnego, dobrodusznego hobbita, choćby miał przypłacić to własnym życiem... Do którego czuł wstręt.
- Połóż się. Tylko w pełni sił możesz okazać się przydatny – spokojny głos Aragorna jeszcze bardziej rozwścieczył Gondorianina.
- Zawiodłem. Powinienem był zginąć, broniąc Drużyny i Pierścienia, a ja... zawiodłem – pokręcił głową. – Nie jestem godzien nawet nabić się na swój miecz... Ale... powiedzże mi, czy możemy mieć jeszcze nadzieję? Frodo...
Cisza zapanowała wśród nich.
Aragorn podniósł zmęczoną, nieprzeniknioną twarz.
- Pierścień wyruszył na wschód.

<>

Pippin obudził się w obozie Orków sam. Zimno i ból rozdzierały raz po raz jego serce. Wszystko było nie tak – mieli zostać bohaterami, mieli uratować Śródziemie... A on bezradnie patrzył, jak strzała przeznaczona dla Boromira, uderza w Merry’ego... I teraz był sam, całkiem sam, wśród cuchnącej masy Orków. Podążali w stronę Isengardu szybko, za szybko.
- Zaniosą mnie do Sarumana i zginę, to pewne – Pippin prowadziły ze sobą takie to rozmowy – Kto wie, może trzeba było umrzeć z Merrym, wśród przyjaciół, w walce... a tu jestem sam...
Łzy pociekły po policzkach same, a gardło zatkała wielka, bolesna kula. Pippin chciał płakać, czuł się przez wszystkich oszukany...
- Co ci, szczurku? – zacharczał nieprzyjemnie niosący go ork. – Zaraz wybiję ci z głowy łzy, bowiem nie masz jeszcze powodów dla płaczu...
Roześmiał się okrutnie i potrząsnął niesionym na plecach hobbitem.
Peregrin Tuk wiedział, że z tego snu się nie obudzi.

<>

- Panie... wujku... Theodred nie żyje – Eowina z płaczem wpadła do komnaty. Szybko uklękła przed Theodenem i wyciągnęła przed siebie w żałobnym geście ubrudzone krwią dłonie.
- To jego krew, to krew twojego jedynego syna! O, panie, proszę... Spójrz na mnie!
Zawołała poruszona do staruszka, ledwo siedzącego na wysokim tronie. Byli sami. Smoczy Język... Eowina rozejrzała się dookoła. Nigdzie jednak nie spostrzegła jego bladej, obrzydłej twarzy.
Podniosła się z klęczek i podeszła do króla. Ten, jakby obudzony ze snu, spytał:
- Czy to drzwi otworzyłaś, dziewczyno? Zimno mi...
- To Śmierć przeszła korytarzami Edoras, ona to zabrała twego syna! – dotknęła swej twarzy i teraz cała we krwi i łzach patrzyła na wuja. – Theodenie, syn Thengla... słyszysz mnie?
- Zimno mi... – starzec patrzył gdzieś w bok.
- Twój syn nie żyje, zabili go orkowie... zabili go orkowie Sarumana! O, panie mój, czy nie widzisz, co się dzieje ze złotym rodem Eorla?...
Usłyszała trzask drzwi. Grima nadchodził.
- Wuju, powiedz coś, proszę!
- Czyś ty oszalała? – poczuła na sobie ręce Smoczego Języka. – Król potrzebuje spokoju, czy nie widzisz, że go dobijasz?
- Puść mnie, ohydo, tyś odpowiedzialny za tę krew niewinnie przelaną, ty... – odepchnęła go od siebie i jeszcze raz spojrzała w oczekiwaniu na króla.
- Zimno mi – tylko rzekł, a z bladych oczu popłynęły strużki łez.

<>

Gandalf patrzył z daleka na dwóch ludzi przed nim. To Boromir i Aragorn po raz kolejny prowadzili dysputę na temat Gondoru. Zgodzili się obaj, że trzeba ruszać jak najszybciej na pomoc Białemu Miastu – zwycięstwo w Helmowym Jarze było niczym. Walczyli przecież z Sarumanem, który teraz siedział sam w Orthanku, straciwszy wszelki kontakt z Sauronem.
Mędrzec westchnął. Uparci i nieprzejednani obaj ci ludzie, niestety. Ile to kłótni prowadzili ze sobą wieczorami, myśląc, że wszyscy śpią. Ileż gwałtownych słów i gestów.
Gandalf jednak uważał za najgorsze to, iż nawet najzwyklejsza rozmowa, choćby o pogodzie, obu mężczyzn kończyła się ostrą polemiką – ze strony Boromira było to wytykanie Aragornowi jego nierealnych, wydumanych poglądów. Obieżyświat z równą zaciekłością pozornie nic nie znaczących półsłówek ranił Boromira jego upadkiem na Parth Galen.
Widząc, że i tym razem rozmowa zmierza w niebezpiecznym kierunku, Gandalf wyciągnął fajkę i podszedł do nich.
Tak jak myślał – z oczu Boromira biły błyskawice, na które Aragorn odpowiadał lodowatym i wyniosłym spojrzeniem.
- Czy chcesz, czy nie, to jesteś potomkiem królów Numenoru, wprawdzie długowiecznych, ale ludzkich Najważniejsze jest zgromadzenie wojsk, zebranie ludzi do walki... Nie możemy liczyć na elfów, oni uciekli. Za morze, uciekli przed odpowiedzialnością, przestraszyli się Saurona...
- Nie wiesz, co mówisz. Elfowie są, to oni przez te wszystkie lata utrzymywali Nieprzyjaciela w zamknięciu, w Dol Guldur. Poza tym – to przez człowieka tu jesteśmy! To Isildur przywłaszczył sobie Pierścień, ludzka słabość doprowadziła nas tutaj – oczy Aragorna błyszczały nieprzyjemnie.
- Pamiętaj, że Isildur jest twoim przodkiem...
Gandalfowi zrobiło się dziwnie duszno.
- Nie krzyczcie tak, bo obudzicie Pippina i naszą drogą towarzyszkę, panowie...
- Za późno, już wstałam – z naprzeciwka wyjrzała jasna postać Eowiny. Długie włosy miała związane i ukryte, odziana była w zbroję. Dopiero w bliska można było w niej rozpoznać rohirrimską księżniczkę. Lecz i o to mogło być trudno – cera zdawała się przeźroczysta, policzki miała zapadnięte, a pod oczami ciemne łuki.
Ziewnęła i przetarła dłonią zaspaną twarz.
- Ja nie krzyczałem, nie do mnie miej więc, o pani, pretensje o tak wczesną pobudkę – Aragorn nieprzyjaźnie spojrzał na Boromira.
- Pretensje? Dlaczemuż niby? Im wcześniej wyruszymy, tym szybciej znajdziemy się w Minas Tirith – tam nas potrzebują. Nie pozwolę, żeby mnie ominęła chwała, kiedy będę spała w obozie – buntowniczo odparła. – Też potrafię robić mieczem, panie Aragornie.
- Wiemy o tym, pani – Boromir rozpogodził się i szeroko uśmiechnął. – Nie martw się, bowiem możesz być pewna, że dni twej chwały też nadejdą. I to zapewne niedługo. Jednak, jako niedoświadczony żołnierz, pewnie nie wiesz, że niewyspanie osłabia i spowalnia ruchy w walce – fachowo wyjaśnił Gondorianin, z wesołymi oczami przypatrując się księżniczce.
- Jeśli to, co pan Boromir mi mówi, jest prawdą, to czym prędzej wrócę do mego posłania...
- Nie ma potrzeby, zaraz ruszamy w dalszą drogę, jak sądzę – Gandalf spojrzał na Aragorna pytająco.
- Dobrze więc sądzisz, Gandalfie. Czuję już zapach krwi, która zostanie niebawem przelana...

<>

Aragorn posępnie wpatrywał się w nieodgadnioną twarzyczkę hobbita. Tak naprawdę jej nie widział – w głowie Strażnika panował zamęt.
Byli blisko, tak blisko Minas Tirith. Jego przeznaczenie miało się wypełnić, jednak jemu nie śpieszyło się zostawać Wielkim Królem... Nieznośna odpowiedzialność. Koniec z pieszymi wycieczkami po pięknym i niebezpiecznym Śródziemiu. Koniec anonimowości i siania nieuzasadnionego postrachu wśród zwykłych ludzi...
Lecz zarazem – to spełnienie marzeń. Osiągnięcie szczytu wszystkiego, przejście do historii...
I Arwena.
Przed oczami Aragorna pojawiła się wdzięczna postać elfki. Ona w niego wierzyła. Chyba nawet bardziej, niż on sam. To Arwena wspierała go w ciężkich chwilach, pocieszała, dodawała otuchy. Pokazywała fragmenty z ksiąg, przepowiadające właśnie jego powrót na tron ojczysty.
Była dla niego zarazem kochanką, siostrą i matką. Gdyby nie ona...
Nigdy bym tu nie trafił.
- Patrzcie i podziwiajcie, bo oto przed wami widnieje chluba Gondoru! Podziwiajcie Białą Wieżę w blasku wschodzącego słońca – z zamyślenia wyrwał go ten szalony Boromir. Wyjechał na swoim gniadoszu do przodu i iskrzącymi oczami wpatrywał się w jasny punkt na horyzoncie.
Istotnie, gród wyglądał imponująco w świetle poranka... a raczej wyglądałby, bo wschodzące słońce przyćmiewał złowrogi, czerwony blask Mordoru.
Aragorn chłodno zmierzył wzrokiem widniejące w oddali Osgiliath. Sytuacja chyba nie sprzyjała obrońcom, bo z twierdzy wydobywały się dymy.
- Król powraca na swe ziemie, dlaczego więc jego twarz znaczy troska? – Rohirrimka, zaróżowiona od chłodnego powietrza, zapytała cicho.
- Bo nie wie, jak długo dane mu będzie królować, pani – odpowiedział równie cicho. I zrozumiał, że oto ubrał w słowa swoje najgłębsze zmartwienie.

<>

- Boromirze – z zamyślenia obudził go głos Gandalfa. – Nad czym tak dumasz, prawie pod murami swego domu? Co cię niepokoi?
Czarodziej usiadł tuż obok i wyciągnął zza pazuchy bogato rzeźbioną fajkę.
- Nie wiem – odpowiedział szczerze Gondorianin. – Nie wiem, co mnie smuci. Przecież powinienem się cieszyć, że zobaczę ojca... i Faramira. Myślisz, Mithrandirze, że mu nic nie jest?
- Faramirowi? Nie sądzę – pokręcił głową Gandalf, wypuszczając z ust obłok gryzącego dymu. – Twój brat wcale nie jest taki słaby, za jakiego się go uważa.
Boromir zagryzł wargi niepewnie.
- Boję się – wyznał nagle. – Boję się jak nigdy w życiu. Boję się im przyznać... przeze mnie mało brakowało, a byśmy byli zgubieni. Frodo...
- Hobbici mają wielkie serca. Sam się często zastanawiałem pewnego czasu, czy Bilbo mi wybaczy to, że ja go wciągnąłem w przygodę. Stracił dobre imię, co jest drobnostką... ale, co gorsza, mało nie stracił siebie. Pierścień potrafi uwieść nawet i najtwardsze serce, Boromirze. Zbłądziłeś, ale zrozumiałeś swój błąd. Teraz liczy się tylko to, że Pierścień zmierza tam, gdzie powinien – Gandalf wymownie spojrzał na czerwoną łunę widoczną na wschodzie.
- Aragorn... Chyba pójdę z nim porozmawiać.
Boromir wstał i ruszył ku namiotowi swego przyszłego władcy.

<>

- Nie śpisz? – zapytał, a raczej stwierdził na widok ostrzącego Narsila Strażnika. Tenże popatrzył na niego krótko i kiwnął głową.
-Wiem, że przeze mnie mało co, a bylibyśmy zgubieni... – zaczął niepewnie.
- To dobrze – odparł krótko Aragorn, nadal nie odrywając oczu od lśniącej klingi.
- Nie chcę kłótni – zapowiedział szybko Boromir, czując, że już krew buzuje mu w żyłach. Z jaką przyjemnością by go oduczył takiego lekceważenia dla niego, syna Namiestnika... Niestety, oAragorn był Królem.
- Ja też nie. Z jaką sprawą do mnie przychodzisz, Boromirze? – Aragorn wreszcie odłożył osełkę i miecz.
- Chciałem porozmawiać.
- Właśnie to robimy.
- Nie przerywaj mi – ostrzegł Boromir Aragorna, który już otwierał usta do kolejnej riposty. – Nie jestem nieukiem, jak zapewne mniemasz. Ojciec zadbał o wszechstronne wykształcenie dla mnie i mojego brata. Jednakowoż, ja od zawsze wolałem raczej zajęcia fizyczne... ale nie jestem nieukiem, Aragornie. Znam historię twojego rodu równie dobrze, jak sztukę robienia toporem.
Aragorn nieco sceptycznie uniósł lewą brew do góry, ale się nie odezwał.
- Rano wejdziemy do miasta, a herold oznajmi, że wjechali władcy Gondoru. Tak, dobrze słyszysz, władcy Gondoru. Lud usłyszy, że prawowity król powrócił. Nieważne, czy mój ojciec będzie się buntował – a zrobi to z pewnością. Będziesz królem. Człowiekiem. Królem ludzi, rozumiesz?
- Niezbyt, ale kontynuuj – Aragorn tym razem zmarszczył czoło.
- Koniec z elfimi przyśpiewkami, trunkami i tą całą resztą. Ostatni elfowie właśnie opuszczają Śródziemie i z podkulonymi ogonami uciekają do Valarów. Walczymy sami. Ludzie. Możemy liczyć na Rohirrimów i pomniejsze ludy górskie. Będzie ciężko. Jeden Gandalf nie zniszczy całej armii Nieprzyjaciela.
Ludziom potrzebne jest wsparcie duchowe. Ludziom potrzebny jest przywódca, silny, umiejący zagrzać do walki. Przekonany do tego, co robi. Podobny do nich...
- Pojąłem. I mówię ci – nie martw się. Walczyłem wśród Gondorian w czasach, gdy Finduilas dopiero poznawała swego przyszłego męża – Aragorn uśmiechnął się i położył swą ciężką, śniadą dłoń na ramieniu Boromira. – W każdym razie cieszę się, że tak ci zależy. Bo mnie też. Władcy Gondoru w dobrej komitywie więcej zdziałają niż wiecznie wrogowie.
Obaj poczuli, że ich serca napełniają się nadzieją, którą utracili feralnego dnia przy wodospadzie Rauros. Jeszcze nie wszystko stracone.

<>

Eowina wpatrywała się w ognisko, raz po raz popijając ze skórzanego bukłaka krystaliczny trunek o jasnozłotej barwie. W jej oczach odbijały się wesoło tańczące ogniki.
- Dlaczego nie śpisz jeszcze, pani? Być może jutro...
- Być może jutra nie będzie. Być może zostanę zamknięta w jakiejś ciasnej klatce, w celu uchronienia od trudów bitwy – odpowiedziała zdławionym głosem. Chciało jej się płakać.
- Nie stanie się tak, obiecuję – Boromir usiadł obok i otarł łzy spływające dziewczynie po utrudzonej twarzy. – Nie płacz, pani. Nie wypada tak się roztkliwiać żołnierzowi.
- Bo... ja nie jestem żołnierzem. Czego bym nie zrobiła i tak nim nie będę – załkała głośniej, chowając twarz w rękaw. – Czy ty mnie kochasz, Boromirze?
Mężczyznę na chwilę zatkało.
- Pani, nie odmawiając twej urodzie, ale... Nie. Nawet nie przeszło mi to przez głowę – odpowiedział nieporadnie. Wyciągnął z jej rąk bukłak i sam się napił.
- Właśnie... Nie jestem żołnierzem i... i nawet kobietą nie jestem. Nie marzę o mężu, domu, dzieciach. Nie potrafię kochać... – przestała nagle płakać i spojrzała nietrzeźwo na Boromira.
- A ja myślę, że nie powinnaś o tym myśleć, bo jesteś niezwykła – roześmiał się nagle. – Bronią władasz lepiej niż niektórzy znani mi mężni panowie, a urodą bijesz na głowę wszystkie księżniczki Śródziemia... Kto wie, czy jutro będziemy żyli, lepiej się napijmy, bo zaczynamy pleść głupoty jak jacyś podli kosynierzy!
Tak więc zrobili. Eowina jeszcze jak przez mgłę obserwowała chrapiącego głośno Boromira i po chwili dołączyła do niego.

<>

Faramir spodziewał się wyjść sprzed oblicza Namiestnika zrównany z gruntem, bez nadziei i przekonany o własnej wrodzonej nieinteligencji.
Teraz zapomniał o swych lękach, bo ojciec blady jak kreda słuchał relacji Boromira z jego długiej podróży.
Jego bratu towarzyszyła dosyć niezwykła gromadka – niziołek, Mithrandir i dwóch żołnierzy.
- Faramir! – zawołał rozpromieniony Boromir na jego widok. Podszedł do niego i uścisnął. – Bracie... Król, król powraca do Gondoru!
Wszyscy spojrzeli teraz na niego. Zdziwił się, gdyż ludzie wzięci przez niego za żołnierzy, okazali się...
- Aragorn, syn Arathorna, przyszły domniemany król Gondoru – wyższy i śniady ukłonił głowę.
Ten drugi okazał się kobietą. Wysmukłą Rohirrimką o podkrążonych, cudownych szarych oczach...
- Twój brat i Mithrandir chcą usadzić na tronie Gondoru tego włóczęgę! Synu, wesprzyj ojca w nieszczęściu, oni poszaleli! – Denethor pozornie spokojnym głosem zawiadomił Faramira o szczegółach dziwnej sytuacji.
Tyle lat czekałem na powrót króla... tyle lat o tym marzyłem... A teraz obchodzi mnie tylko, czy ona nie jest przypadkiem przyszłą panią Namiestnikową.
- Spotkałem dwóch niziołków, podążali na przełęcz Cirith Ungol! – zawołał, chwytając się ostatniej deski ratunku.
I w tej chwili wszyscy zapomnieli o białym tronie władców Gondoru.

<>

Boromir w zdumieniu obserwował wszechobecną radość, przemieszaną z szaleństwem, która ogarnęła Śródziemie po zniszczeniu Pierścienia.
Tylko król w swej koronie smętnie obserwował zabawę. Arwena odpłynęła za morze. Został całkiem sam, dosięgnął nieba, które okazało się puste. Nawet Gandalfa przy nim nie było – mędrzec wyruszył do Orthanku, do Sarumana.
Pippin, obok którego zasiadał młody Namiestnik na weselu Eowiny i Faramira, także nie sprawiał wrażenia szczęśliwego, wręcz na odwrót – wyglądał na znużonego i zmęczonego. Samemu Boromirowi było wszystko jedno. W ostatnim czasie działo się tyle niesamowitych rzeczy, że już nic nie mogłoby go zdziwić.
To, na co liczył w skrytości ducha stało się faktem. Frodo mu wybaczył, wręcz dodał, że bez tich... rozmowie chyba nigdy by się nie zdecydował na samotną podróż do Mordoru.
Denethor zgodził się na objęcie tronu przez Wygnańca. Następnego dnia znaleźli ciało ojca u podnóża Białej Wieży.
Boromir miał wrażenie, że to wszystko jest przedziwnym, złym snem, z którego nie może się wybudzić, chociaż powinien.
- Czemu jesteś taki smutny, Peregrinie? – zapytał melancholijnie hobbita. – Powinieneś się cieszyć.
- Nikt już nie pamięta o Merrym. A on zginął. Jako jedyny z naszej Drużyny – on zginął i teraz nikt o nim nie pamięta. Pomyśleć tylko o tym, co by mogło się stać, gdyby przeżył...
Właśnie...
Boromir uświadomił sobie, że wtedy to on najprawdopodobniej by zginął.
Dotknął miejsca, w które uderzyłaby strzała.
Rozejrzał się niepewnie dookoła...
Może tak byłoby najlepiej?

THE END
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ceres
kostucha absyntowa



Dołączył: 01 Wrz 2005
Posty: 4465
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Z dzikich i nieokiełznanych rubieży Unii Europejskiej

PostWysłany: Wto 16:08, 25 Lip 2006    Temat postu:

Uch, dlaczego on kopnął w kalendarz? Crying or Very sad

Doprawdy, irytuje mnie to, że ilekroć polubię jakiegoś bohatera, to muszą go od razu zabijać. Koszmar.

A punkty:

Pomysł:
A - 2p.
B - 1p.

Głównie dlatego, że w przypadku drugiego tekstu nie bardzo wiedziałam, na czym ten koncept ma polegać...

Styl:

A - 1,5p.
B - 0,5p.

W tym przypadku raczej nie miałam wątpliwości... Zdumiewający szyk wyrazów tekstu B raczej utrudniał czytanie i rozumienie tekstu.

Realizacja tematu:

A - 0,5p.
B - 0,5p.

Ogólne wrażenie:

A - 3p.
B - 1P.

Bo tekst B uratowało to:

Cytat:
Czy ty mnie kochasz, Boromirze?


Uśmiałam się setnie, zobaczywszy to. Od razu mi się przypomniał tekst, którym mój brat, mając jakieś cztery lata, rozbrajał wszystkich po kolei. Usta w ciup, oczy kota ze Shreka i "Pewnie mnie już nie lubisz?"

A podsumowanie:

A - 7p.
B - 3p.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
blaidd
moderator byroniczny



Dołączył: 27 Lut 2006
Posty: 2429
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Ra-setau

PostWysłany: Wto 16:28, 25 Lip 2006    Temat postu:

Jestem pierwsza? Zatem:

Pomysł
A: 1,25
B: 1,75

Styl
A: 0,5
B: 1,5
Tekst A jest jak dla mnie zbyt patetyczny (rozmowy Boromira z Aragornem). Poza tym:
Cytat:
Oczy rannego otworzyły się na dotyk dłoni brata

- coś mi tu nie pasuje. Niby to też zmysł, ale chyba częściej uzywa się zwrotu "zrobić coś na dźwięk czegoś". Może się też wydawać, że Boromir dotknął oczu brata (zresztą, tak mogło być).
Cytat:
- Aragorna kochają żołnierze.

- droga Autorko, brzmi to tak, jakbyś zaraz miała dodać, że kogoś innego kocha ktoś inny, niż żołnierze, albo Aragorna nie kocha na przykład Boromir, ponieważ nacisk położony jest na słowo "żołnierze". Proponowałabym w związku z tym:
"- Żołnierze kochają Aragorna." - Tutaj nacisk leży na słowie "kochają" - najważniejszym dla kontekstu (określenia posłuchu Aragorna, szacunku armii do niego)
Kilka razy powtarza się przeniesienie "się" za czasownik, na przykład:
Cytat:
mruknął mężczyzna i zaraz zreflektował się.

- czasami wygląda to dobrze, ale tutaj nie bardzo - tak mi się wydaje (i nie za dobrze się czyta - spróbuj przeczytać fragment na głos w powyższej konstrukcji i w takiej: "mruknał mężczyzna i zaraz się zreflektował").

Coś takiego zdarzyło się też w tekście B, tylko dotyczyło innych wyrazów:
Cytat:
- Zimno mi - tylko rzekł, a z bladych oczu popłynęły strużki łez.

- lepiej będzie: "rzekł tylko".
Cytat:
Z jaką przyjemnością by go oduczył takiego lekceważenia dla niego, syna Namiestnika...

- proponuję:
"Z jaką przyjemnością oduczyłby (bez "go" - raczej inne określenie Aragorna, jeśli nie imię) takiego lekceważenia osoby syna Namiestnika..."
- Przy tym wszyscy raczej wiedzą, że synem Namiestnika jest Boromir i nie trzeba pisać "jego".
Tak samo z tym "by" jest tutaj:
Cytat:
mało brakowało, a byśmy byli

- lepiej będzie: "bylibyśmy zgubieni".
Jednak tekst B bardziej mi się podoba pod względem stylu. Jest bardziej dopracowany, lżejszy i ten piękny język!

Realizacja tematu
A: 0,5
B: 0,5

Ogólne wrażenie
A: 1
B: 3
Przyznam szczerze, że przy pierwszym tekście trochę się przynudziłam (może to przez te patetyczne rozmowy Boromir-Aragorn). Drugi jest szybszy, Boromir jest energiczniejszy (1. lubię takich facetów, 2. posuwa akcję do przodu) i ta przeurocza pogadanka Boromira z Eowiną!

Podsumowanie
A: 3,25
B: 6,75


Gratuluję Pojedynkowiczkom!

E:
Jednak nie byłam pierwsza Very Happy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
blaidd
moderator byroniczny



Dołączył: 27 Lut 2006
Posty: 2429
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Ra-setau

PostWysłany: Wto 18:08, 25 Lip 2006    Temat postu:

Bardzo ważna dla tekstu rzecz, o której zapomniałam napisać.
Pierwsze zdanie. Ktoś kiedyś powiedział, że pierwsze zdanie (lub jego równoważnik) jest bodaj najważniejsze dla dzieła. To ono ma intrygować, wskazywać na szybką akcję, ono ma pchać Czytelnika do następnych fragmentów.
W tekście A jest zbyt długie, zagmatwane.
W tekście B już to ">A gdyby...<" jest zastanawiające i jeśli ktoś nie lubi lub nie potrafi tak dobrze języka angielskiego, to szybko ominie sobie wyraźnie wyodrębnione cytaty i dojdzie do nastepnego treściwego zdania: "... Potworny ból rozrywał jego głowę".
No.

Hihi - tutaj już Autorka napisała poprawnie (moim zdaniem):
Cytat:
-Wiem, że przeze mnie mało co, a bylibyśmy zgubieni... – zaczął niepewnie.

Pewnie gdybyś dokładniej przeczytała przed wysłaniem, sama byś na to wpadła przy poprzednim przypadku.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
blaidd
moderator byroniczny



Dołączył: 27 Lut 2006
Posty: 2429
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Ra-setau

PostWysłany: Wto 1:21, 26 Wrz 2006    Temat postu:

Dobra - trzeci post za kupą, ale ja nadal pamiętam, że ten pojedynek nie jest rozstrzygnięty. No co jest z Wami? Niech ktoś to jeszcze oceni, albo już po dwóch komentarzach zakończyć, bo to-to słodkie wisi tu już... dokładnie dwa miesiące!
(krzywi się)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Natalia Lupin
lunatyczka gondorska



Dołączył: 01 Wrz 2005
Posty: 3952
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Minas Tirith

PostWysłany: Wto 18:49, 26 Wrz 2006    Temat postu:

Widać WlP zbyt ciężkostrawne na lunayczne żołądki ^^
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ceres
kostucha absyntowa



Dołączył: 01 Wrz 2005
Posty: 4465
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Z dzikich i nieokiełznanych rubieży Unii Europejskiej

PostWysłany: Wto 20:20, 26 Wrz 2006    Temat postu:

Doprawdy, jakby na forum były tylko trazy fanki Boromira... ruszcie palcami, ludziska!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hekate
szefowa



Dołączył: 01 Wrz 2005
Posty: 5680
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Toruń

PostWysłany: Wto 22:31, 26 Wrz 2006    Temat postu:

O Merlinie, jakkolwiek nie ocenię, to i tak będzie niesprawiedliwie... Bardzo, ale to bardzo nie lubię... takiego wysokiego poziomu Wink

Pomysł:

A - 1
B - 2

Drugie opowiadanie wydaje mi się treściowo pełniejsze. Ciekawie pomyślane, bo przecież tak rzeczywiście mogło być, prawda? Ale pomysł zamiany trupa-Boromira, na trupa- Merry'ego mnie znerwił, chlip. To przecież dwaj moi ulubieni władcopierścieniowi bohaterowie!

Styl:

A - 1,5
B - 0,5

Tak, tu miałam problem. Ale moim zdaniem opowiadanie pierwsze jest stylistycznie bardziej dopracowane. Takie pełne, cudownie harmonijne i idealnie klimatyczne. Byłam surowa, bo przecież tekst B też jest dobry pod tym względem, ale jednak... ale jednak odrobinę gorszy. Stąd taka ocena.

Realizacja tematu:

A - 0,5
B - 0,5

Ogólne wrażenie:

A - 1,5
B - 2,5

Hmm, doceniam walory pierwszego opowiadania i owszem tak! Jest dokładnie w tolkienowskim stylu, statyczne i interesujące. Ale mimo wszystko opowiadanie drugie bardziej przypadło mi do gustu - ten Boromir jest bardziej "mojszy", poza tym sam pomysł alternatywy piekielnie mi się spodobał. Dlatego, mimo stylistycznej "gorszości", to ten tekst stawiam na podeście Smile

Podsumowanie:

A - 4,5
B - 5,5

Bardzo wyrównany poziom, gratulacje! Kajam się, że tak późno zajrzałam do tego cudnego pojedynku!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Angel
księzniczka księżycowej poświaty



Dołączył: 27 Wrz 2005
Posty: 1809
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Mare Imbrium

PostWysłany: Czw 23:37, 28 Wrz 2006    Temat postu:

Przepraszam, ale przypomniałam sobie dopiero teraz, dlatego - zaklepuje sobie miejsce na komentarz i ocene. Howgh.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Noelle
robalique



Dołączył: 01 Wrz 2005
Posty: 2024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 21:49, 11 Paź 2006    Temat postu:

Pomysł - 3 punkty
A- 1
B- 2

Patetyczność dobra rzecz, ale w rozsądnej ilości. Zamiana - intrygujące.


Styl - 2 punkty
A- 1
B- 1


Realizacja tematu - 1 punkt
A-0,5
B-0,5
Ogólne wrażenie - 4 punkty
A- 1,5
B- 2,5

B po prostu bardziej mi się podobało, strawniejsze. Zakończenie nie aż tak szczęśliwe, nutka zastanowienia na koniec. "Dla mnie bomba!"

Podsumowanie: <wyciąga liczydło - raaaz.... dwa...)
A - 4
B - 6

khe, khe - mojsza ocena rychło w porę i w czas... Twisted Evil (lepiej póżno niż wcale)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Lunatyczne forum Strona Główna -> Klub Pojedynków Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Emule.
Regulamin